- Za pomocą pstryknięcia palcami wracam pamięcią do tego dnia. Wydawało mi się, że "kocham", nic bardziej mylnego. Czasami bywa tak, że mylimy miłość z zauroczeniem. Zacznijmy od grudnia 2006 roku, moim sercem zawładnęła zielonooka blondynka. Tak wiem, zauroczenie, fascynacja." Miłość" to tak odległy temat i nieznany ląd dla dziecka, ale ja wkraczałam w fazę, gdy kształtowały się moje zmysły. Miłość, stała już pod moimi drzwiami, czekając na odpowiedni moment, by zapukać.
Margaret miała dość nieśmiałą przyjaciółkę jak na tamten czas. Pierwszy raz zobaczyłam ją na turnieju, na który przyszły razem. Ależ to było oczywiste, że ta brunetka o cudnych, brązowych oczach od razu przypadnie mi do gustu !
Był to ułamek sekundy, lecz w kinie wspomnień mogę odtwarzać ten moment jak pełnometrażowy film.
Nieśmiałość była pierwszą rzeczą, która nas łączyła, a poruszanie jej tematu z Margaret stało się naturalne, lecz zapatrzona w dziewczynę o blond włosach mogłam wiele stracić i nic nie zyskać.
Niedługo po tym zbliżały się moje urodziny, dokładnie dziewiątego dnia pierwszego miesiąca, a był to pamiętny 2007. Odnosząc się do tych kilku chwil, muszę wspomnieć o dziewczynie imieniem Veronica, która miała poniekąd wpływ na rozwój dalszej sytuacji.
W dniu moich urodzin, siedząc na szkolnym korytarzu dostałam wiadomość z życzeniami od Susan, dziewczyny Veroniki, do których dołączyła się ów brunetka !
Susan planowała przyjechać do mnie, a pytaniem retorycznym oznajmiła mi, że nie będzie sama.
Wielu rodziców nie wie co robić, gdy wkraczamy w okres buntu. Zmierzam do tego, że miałam szlaban co traktowałam bardziej jako areszt domowy.
Melody, tak brzmiało jej imię. W ogólnej rozmowie starałyśmy się lepiej poznać, wyłapać chociaż okruchy słów opadające bezwładnie na ziemię.
Trudno jest wytłumaczyć mi nawet samej sobie, dlaczego sparaliżował mnie strach.
Na koniec dnia odprowadzając je na autobus powrotny układałam w głowie plan jak się odezwać, zagadać o 9 ciągłych liczb, które miały dla mnie wtedy tak wielkie znaczenie.
Jadąc w weekend na mistrzostwa, Margaret wysłała mi upragniony numer.
Wiecie... zaczęłyśmy pisać codziennie, spotykać się coraz częściej dążąc w naszej nieśmiałości do czegoś wielkiego, czego obie tak bardzo pragnęłyśmy.
Zakochałam się i tak to się zaczęło.
poniedziałek, 24 czerwca 2013
sobota, 22 czerwca 2013
Między niebem, a ciszą spotykamy siebie.
Ta historia opierająca się na sześcioletnim fundamencie, wykreowana przez pasję, połączyła pewną grupę ludzi.
Drobny, umiarkowany chód dziewczynki przerodził się w nieoczekiwany bieg wydarzeń.
Błądząc między marzeniami osiągnięć Elizabeth, jako 11-letnie dziecko przystąpiła do sekcji piłki nożnej.
Poznawała co chwilę nowych ludzi, wspólnie przeżywała wzloty i upadki, jednak to nie znaczy, że te osoby były jej bliskie. Czasami odczuwała euforię i była szczęśliwa, że jej pasja kwitnie, ale bywały również momenty zwątpienia i smutku.
Rok z jej życia minął jak z bicza strzelił i znów nowi ludzie, więcej oczekiwań, które pokładali na jej barki. Wtedy znalazła się osoba, która pomogła jej wzniecić ogień w sercu i pokazała drogę, która prowadziła do sukcesu.
Annabelle mieszkała niecałe 500 metrów od Elizabeth. Jeździły razem na treningi, coraz więcej rozmawiały, a jedyne co je różniło to wiek. Była to niewielka różnica, Elizabeth była jedynie dwa lata młodsza.
Annabelle była szczupłą dziewczyną o niebieskich oczach. Krótko ścięte włosy, co Elizabeth tłumaczyła sobie wygodą i modą panującą wśród piłkarek.
Po dłuższym czasie ich znajomości, wędrując na stadion wzdłuż torów, Annabelle wielokrotnie wypowiadała imię pewnej dziewczyny, która była bohaterką wielu jej opowiadań.
- Mogę Ci zaufać ?
Elizabeth bała się odpowiedzialności, lecz kiwnęła jedynie głową, patrząc na Annabelle oczami dziecka.
- Widzisz, bo Melody i ja jesteśmy ze sobą od kilku miesięcy.
- Można było się tego spodziewać.
- Skąd taki wniosek ?
- Z twoich wypowiedzi, ja chyba nie poświęciłam w żadnej swojej opowieści tyle uwagi jednej osobie.
- Nie masz z tym problemu, prawda ?
- Nie, zastanawia mnie jak to jest.
- To znaczy jak ?
- Żyć z dziewczyną.
- Rozumie mnie jak nikt inny. Nie myślałaś nigdy o tym ?
- By być z kobietą ? Nigdy mi się to nie zdarzyło.
- Wiesz, gdy na mnie patrzy to czuje, że w jej spojrzeniu są ukryte niespożyte pokłady ciepła.
- To przynajmniej nie będzie Ci zimno. - rzuciła Elizabeth uśmiechając się do Annabelle.
- Możesz się śmiać, ale zobaczysz, że któregoś dnia i Tobie się to zdarzy.
- Ależ ja nie twierdzę, że będzie inaczej.
Annabelle nie czuła dyskomfortu opowiadając historię swego związku, który był dla Elizabeth zagadką, sekretem, którego musiała bronić by szeptu ich miłości nie usłyszał nikt niepowołany.
Drobny, umiarkowany chód dziewczynki przerodził się w nieoczekiwany bieg wydarzeń.
Błądząc między marzeniami osiągnięć Elizabeth, jako 11-letnie dziecko przystąpiła do sekcji piłki nożnej.
Poznawała co chwilę nowych ludzi, wspólnie przeżywała wzloty i upadki, jednak to nie znaczy, że te osoby były jej bliskie. Czasami odczuwała euforię i była szczęśliwa, że jej pasja kwitnie, ale bywały również momenty zwątpienia i smutku.
Rok z jej życia minął jak z bicza strzelił i znów nowi ludzie, więcej oczekiwań, które pokładali na jej barki. Wtedy znalazła się osoba, która pomogła jej wzniecić ogień w sercu i pokazała drogę, która prowadziła do sukcesu.
Annabelle mieszkała niecałe 500 metrów od Elizabeth. Jeździły razem na treningi, coraz więcej rozmawiały, a jedyne co je różniło to wiek. Była to niewielka różnica, Elizabeth była jedynie dwa lata młodsza.
Annabelle była szczupłą dziewczyną o niebieskich oczach. Krótko ścięte włosy, co Elizabeth tłumaczyła sobie wygodą i modą panującą wśród piłkarek.
Po dłuższym czasie ich znajomości, wędrując na stadion wzdłuż torów, Annabelle wielokrotnie wypowiadała imię pewnej dziewczyny, która była bohaterką wielu jej opowiadań.
- Mogę Ci zaufać ?
Elizabeth bała się odpowiedzialności, lecz kiwnęła jedynie głową, patrząc na Annabelle oczami dziecka.
- Widzisz, bo Melody i ja jesteśmy ze sobą od kilku miesięcy.
- Można było się tego spodziewać.
- Skąd taki wniosek ?
- Z twoich wypowiedzi, ja chyba nie poświęciłam w żadnej swojej opowieści tyle uwagi jednej osobie.
- Nie masz z tym problemu, prawda ?
- Nie, zastanawia mnie jak to jest.
- To znaczy jak ?
- Żyć z dziewczyną.
- Rozumie mnie jak nikt inny. Nie myślałaś nigdy o tym ?
- By być z kobietą ? Nigdy mi się to nie zdarzyło.
- Wiesz, gdy na mnie patrzy to czuje, że w jej spojrzeniu są ukryte niespożyte pokłady ciepła.
- To przynajmniej nie będzie Ci zimno. - rzuciła Elizabeth uśmiechając się do Annabelle.
- Możesz się śmiać, ale zobaczysz, że któregoś dnia i Tobie się to zdarzy.
- Ależ ja nie twierdzę, że będzie inaczej.
Annabelle nie czuła dyskomfortu opowiadając historię swego związku, który był dla Elizabeth zagadką, sekretem, którego musiała bronić by szeptu ich miłości nie usłyszał nikt niepowołany.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)