Domino zdarzeń gnało bezpamiętnie.
Każde kolejne spotkania to nowe znajomości, większe możliwości.
Jedno pozostawało niezmienne, miłość Annabelle i Melody z dnia na dzień była coraz silniejsza.
Przed naszymi oczami kreował się wizerunek pary idealnej, pełnej zrozumienia, czułości, ale i namiętności.
Gdy Melody patrzyła na Annabelle w jej oczach widać było coraz większy płomień pożądania.
Chciały więcej niż mogły unieść, ale ich wiara i nadzieja była tak silna, że wszystko przychodziło im bez trudu. Nigdy nie widzialam, żeby ktoś się tak rozumiał.
Uwielbiamy wszystko co zakazane, bo przecież to smakuje najlepiej.
Może wydać się to dziwne, ale w tym wypadku alkohol przełamywał każdą barierę, sprawiał, że wstyd niwelowano do najniższego stopnia.
Nie były to imprezy w stylu Gatsbiego, ale uwierzcie mi, że to najlepsze wspomnienia jakie miały.
Uzależniały się od siebie, nie wyobrażały sobie dnia spędzonego samotnie, bo był to dzień stracony.
Każda okazja jest dobra, a co dopiero gdy jedna z nich ma 17 urodziny.
Za młode na to, by wprawiać się w stan alkoholowego upojenia? Nie sądze by interesowało je zdanie innych.
Niezależne kierowały się własnymi poglądami, zostawiając w tyle tych, którzy ich nie akceptowali.
Do tego momentu właściwie zmierzam.
Amy, piwnooka brunetka o zniewalającym uśmiechu, przyjaciółka Melody, ale było jedno niedopowiedzenie w tej relacji.
Piwnooka dziewczyna nie wiedziała o "temacie", mianem którego określano homoseksualizm w grupie branżowych osób.
Wytłumaczyć Melody mógł jedynie strach przed odrzuceniem, brakiem akceptacji jej odmienności.
Pierwsza butelka, muzyka.
Alkohol powoli szumiał w głowie.
Druga butelka, tort.
Brak barier, zahamowań.
Elizabeth podbiegła chwytając talerzyk z tortem, który wylądował na twarzy Amy.
Jakże wielkie było zdziwienie Melody i Annabelle, nie wspominajac o samej Amy.
Nie zamieniły ze sobą ani słowa, wymieniając jedynie krótkie, dość płytkie spojrzenia.
Elizabeth zaczęła się śmiać wprawiając w ten sam stan resztę osób.
Lampa błyskowa co chwile oślepiała tańczących.
I tak całą noc.
Organizm miał okazję się zregenerować, ale o wyspaniu nie było mowy.
Amy spojrzała za okno, było szaro i ponuro, a krople deszczu obijały się o parapet.
To jak spędzimy dzień zależy tylko i wyłącznie od nas samych.
Podniosły się z łóżek i wybiegły na podwórze.
Nie sądziłam, że tyle radości może dać pare kałuż.
Biegały na boso po podwórku, ochlapując się wzajemnie.
Melody chwyciła szlauf i odkręciła wodę. Wielkim strumieniem wody oblewała uciekającą Elizabeth i Amy.
Mimo, że padał deszcz to dla nich świeciło słońce, a ich śmiech rozbrzmiewał między murami pobliskich domów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz